Myśli o dzieciach i modlitwie

Istnieje tyle sposobów modlitwy, ile jest chwil naszego życia. Niekiedy udajemy się na poszukiwanie zacisznego miejsca i chcemy być sami, kiedy indziej szukamy przyjaciela i chcemy z kimś być. Czasem podoba nam się książka, a czasem wolimy muzykę. Czasami pragniemy śpiewać wraz z tłumem ludzi, a czasami tylko szeptać w towarzystwie paru osób. Niekiedy chcemy wypowiedzieć ją słowami, niekiedy samą tylko ciszą.

Henri Nouven

Niegdyś naturalną i zwykłą rzeczą było to, iż dziecko rozpoczynało i kończyło swój dzień modlitwą. Wszystkie „dobre” i „dobrze wychowane” dzieci klękały i głośno recytowały kilka tradycyjnych zdań, zwykle rozpoczynając i kończąc prośbami do Boga, aby błogosławił ich rodziny i przyjaciół, sąsiadów, wszystkim dobrze życząc. Dzieci uczyły się, albo starały się uczyć, jak kochać ludzi, jak ich nie ranić i nie nienawidzić.

Dzisiaj jednak w większości domów taka modlitwa utraciła swe uprzywilejowane miejsce. Niektórzy rodzice nadal do niej zachęcają, kiedy ich dzieci są bardzo małe, ale zarówno młodzież, jak i rodzice dość szybko przestają interesować się modlitwą, a nawet całkiem z niej rezygnują. Zabiegane i pełne stresu życie nie wydaje się sprzyjać zaangażowaniu w modlitwę, a nasze zsekularyzowane społeczeństwo nie zachęca do modlitwy lub zupełnie jej nie uwzględnia.

Jak mamy się modlić? … Możemy mówić do Boga tak samo czule, z takim samym zaufaniem i szczerością, jak małe dziecko mówi do ojca. Nie musimy przemawiać do Boga żadnym nadzwyczajnym, religijnym czy teologicznym językiem. Nie musimy mówić do Niego, przybierając specjalną pozycję. Możemy stać, klęczeć bądź leżeć, wszystko jedno. Jak małe dziecko w dniach swej niewinności

i nieograniczonego zaufania, biegnie do ojca i wszystko mu mówi, tak samo my możemy zwracać się do Boga. Musimy raz na zawsze porzucić myśl, że modlitwa jest czymś pompatycznym i sztucznym. To jest najbardziej naturalna rzecz na świecie — dziecko mówiące do swego ojca.

William Barclay

Modlitwa z dziećmi może jednak mieć ogromne psychologiczne i duchowe znaczenie. Zarówno psychologia, jak i religia dotykają spraw duszy, intelektu, emocji oraz ich wpływu na zachowanie. Najważniejsza różnica polega na używanym słownictwie — to, co psychologowie nazywają „negatywnym myśleniem” albo „myśleniem pozytywnym” religia nazwałaby „grzechami” lub „zaletami”. Jeśli dzieci wcześnie zetkną się z „dobrymi” (czyli „zdrowymi”) myślami i postawami, mogą nabyć zdolności unikania doświadczeń negatywnych. Podkreślając w modlitwach pewne cechy charakteru, takie jak: zaufanie, optymizm i hojność (to jest wiarę, nadzieję i miłość), pozwolimy ich duszom wyzwalać się z koncentracji na sobie oraz otwierać na niezawodne źródła wewnętrznej siły.

Poranne i wieczorne modlitwy są zdrowymi przyzwyczajeniami, tak jak mycie zębów, kąpiel lub codzienne spożywanie witamin. Pomagają nam zachować czystość, oddalają od nas to, co mogłoby nas ranić oraz wzmacniają nas. Modlitwy wieczorne są szczególnie korzystne, gdyż mogą posłużyć dziecku za pomost przeprowadzający je ze stanu aktywności do odpoczynku, z podekscytowania do spokoju, umożliwiając wyciszenie się przed snem, stwarzając warunki do spokojnego snu. Modlitwy pomagają też w budowaniu ciepłych stosunków między dziećmi i rodzicami. A co najważniejsze, mogą stać się środkiem wiodącym do otwarcia i dojrzewania dziecięcego serca i umysłu oraz duchowych horyzontów. Służą pomocą i prowadzą do szczęścia. Poświęcając codziennie kilka minut na pomyślenie o innych ludziach oraz na modlitwę za ich pomyślność, dziecko kształtuje w sobie postawę wielkoduszności i miłości.

Każdy modli się w swoim własnym języku, nie ma języka, którego Bóg by nie rozumiał.

Duke Ellington

Według mnie modlitwa jest jedną z najbardziej podstawowych

potrzeb życiowych człowieka, tak jak słońce, pożywienie i woda — czasem jest jeszcze bardziej potrzebna.

Dwight D. Eisenhower

Dlaczego tak wiele dzieci (i wielu dorosłych) przestaje się modlić?

Istnieje oczywiście wiele powodów, dla których dzieci i dorośli przestają się modlić. Jeśli zaprzestałeś modlitwy albo sprawiłeś, że twe dzieci się nie modlą, znasz już kilka z nich. Dwa powody są raczej oczywiste: zdecydowałeś, że modlitwa nie daje właściwie żadnych dobrych skutków, lub nie jesteś pewien, czy daje, ale osobiście nie jesteś przekonany, że jest ci pomocna i ma jakieś znaczenie i że jest w niej coś ciekawego, a może zastanawiasz się, czy nie jest stratą czasu.

Niektórzy rodzice porzucają praktykę porannych i wieczornych modlitw z dziećmi (wraz z błogosławieństwem przed posiłkiem), ponieważ czują się niezręcznie i są zniechęceni brakiem zainteresowania i zrozumienia u dzieci. Dzieci wiercą się, poruszają i nie zachowują poważnie podczas modlitw, więc pobożni rodzice, dotknięci, mogą zdecydować, iż lepiej nie modlić się wcale niż dopuścić, by modlono się z brakiem czci i szacunku. Może złości ich brak podniosłości i koncentracji u dzieci oraz krótkotrwałe skupienie uwagi, czas modlitwy może przerodzić się więc w czas robienia im wyrzutów. Poza tym dzieci mogą zacząć odczuwać zniechęcenie do modlitwy i czas, który miał być słodkim spokojem i miłością, staje się okazją do rodzinnych wojen.

Jeśli modlitwy wydają się być bez znaczenia, są ciężarem albo stają się powodem do kłótni, czyli są denerwujące, nie można się dziwić, że dzieci nie mogą się doczekać, kiedy się skończą. Kiedy więc rodzice przestają kontrolować, dzieci najchętniej się nie modlą, co jest kolejnym powodem dla rodziców, by zdecydować o zaprzestaniu prób uczenia swych dzieci modlitwy — czemu wspierać zwyczaj, o którym wiemy, iż wygaśnie w chwili, gdy przestajemy do niego zachęcać? Kto mógłby krytykować ich za to, iż sądzą, że lepiej nie modlić się wcale, niż kontynuować zabierające czas praktyki, które zdają się niczego ważnego nie wnosić w moralne, emocjonalne czy duchowe zdrowie ich dzieci?

Większość rodziców chce jednak pomóc swym dzieciom w uczeniu się, jak być dobrym człowiekiem, i podejrzewam, że większość z nich, nawet jeśli ich własna wiara jest słaba, życzyłaby sobie przekazać dzieciom wiarę — starają się więc przez jakiś czas. Próbują zachować cierpliwość, chcieliby wiedzieć, jak uatrakcyjnić modlitwę swych dzieci, chociaż sami zawsze traktowali ją jak obowiązek, a nie przyjemność. W jaki sposób jednakże przekazać umiejętność, której się samemu nie posiada?

Czytelniku, uwierzysz mi lub nie, ale nawet niereligijni ludzie mogą czerpać korzyści płynące z modlitwy. Nawet gdy myślą, iż rozmawiają tylko z samym sobą, iż nikt większy ani kochający ich nie słucha, zatrzymują się czasem, by usłyszeć swe najgłębsze myśli: życzenie innym dobrze, wyrażanie wdzięczności za dobrodziejstwa, podejmowanie dobrych postanowień, przeglądanie osiągnięć i pomyłek danego dnia może, jak zauważyła ponad pięćdziesiąt lat temu Anna Frank, być zajęciem dającym pokój i siłę. W swym słynnym Dzienniku napisała:

Ludzie, którzy mają jakąś religię, powinni się cieszyć, gdyż nie każdemu jest dane wierzyć w rzeczy nadprzyrodzone. Niekoniecznie trzeba się bać kary po śmierci. Czyściec, piekło i niebo to pojęcia, w które wielu ludzi wątpi, ale jednak religia, taka czy inna — jaka, to nieważne — wskazuje im właściwą drogę. To nie jest lęk przed Bogiem, ale szacunek dla samego siebie i własnego sumienia. Jakże piękni i dobrzy byliby ludzie, gdyby co wieczór przed zaśnięciem przypominali sobie wydarzenia całego dnia i zastanawiali się, co było dobre, a co złe! Wtedy człowiek podświadomie stara się być co dzień lepszy i po pewnym czasie zaczyna mu się to udawać. Każdy może tego spróbować, to nic nie kosztuje i jest dla wszystkich dostępne. Bo jeśli ktoś nie wie, powinien się dowiedzieć i sprawdzić na sobie samym, że: „Spokój sumienia daje siłę!”1

Mam przyjaciela, który bardzo wierzy w moc modlitwy, mimo iż nie jest przekonany, czy wierzy w osobowego Boga. Gdy do-

rastał, on sam i jego czterej bracia zbierali się z rodzicami, by codziennie odmawiać rodzinne modlitwy. Mówi: „Dzięki temu mieliśmy co dzień chwile, gdy wszelkie spory gasły, kończył się

kierat, problemy stawały się niewidoczne, wszystkie napięcia łagodziły się. A rodzina dawała nam poczucie niesamowitego pokoju i solidarności, siły i bezpieczeństwa, i nie sądzę, by można było osiągnąć to w jakikolwiek inny sposób”.

Dla ludzi, którzy wierzą w osobowego Boga, modlitwa jest oczywiście jeszcze ważniejsza, gdyż staje się skrajnie nielogiczne, a nawet poniżające, mówić „wierzymy” i „kochamy” kogoś, gdy nigdy z tym kimś nie rozmawiamy. Co pomyślałbyś o osobie, która twierdzi, że cię kocha, lecz nigdy nie chce się z tobą skontaktować?

Za sprawą modlitwy dzieje się więcej rzeczy, niż świat może sobie wyobrazić.